niedziela, 19 listopada 2017

SKRAJNA NOWOLEŚNA TURNIA (Východná Slavkovská veža) 2354 m n.p.m.


Stary Smokowiec - Hrebienok - Staroleśna Dolina - Sławkowska Przełęcz - Skrajna Nowoleśna Turnia - Ciemna Ławka - Skrajna Nowoleśna Turnia - Sławkowska Przełęcz - Staroleśna Dolina - Hrebienok - Stary Smokowiec
 
 
 
   Jednym słowem można by napisać - nareszcie ! W końcu nadszedł czas wyczekiwanego urlopu i realizacji tatrzańskich planów. Tak z pewnością powinien zaczynać się ten post gdyby wszystko poszło zgodnie z planem. Redagując ten wpis jednak jest wiele tygodni po naszym wyjeździe i wrażenia są zupełnie odmienne od zakładanych. Góry po raz kolejny pokazały nam swoje miejsce w szeregu. Możemy snuć wielkie plany, a pogoda i tak zweryfikuje je bardzo brutalnie. Cóż... pierwszy z naszych dłuższych wyjazdów, który skróciliśmy o połowę i zrealizowaliśmy zaledwie 15 procent z pierwotnych koncepcji. Smutek i gorycz pozostają do dziś...
   Mimo, że nasze wakacyjne plany tatrzańskich wędrówek zostały skrajnie okrojone to jednak coś nam się udało zrealizować. Nie będzie to wprawdzie spektakularne szaleństwo, ale mimo to zapraszamy do wspólnego zwiedzania mniej znanych zakątków Tatr ;)
   Na pierwszy ogień, taki rozruchowy wybraliśmy cel, który uśmiechał się do nas już od dwóch lat. Tym celem były Nowoleśne Turnie. Jak wiadomo takowe turnie są trzy i stanowią część Nowoleśnej Grani. Dla nas przejście całej Nowoleśnej Grani byłoby z pewnością wyprawą życia, jednak z technicznego punktu widzenia i doświadczenia jakie posiadamy, nie bylibyśmy w stanie tego ogarnąć sami. Zdecydowaliśmy się Nowoleśną Grań podzielić na dwa fragmenty - od Sławkowskiej Przełęczy wszystkie Nowoleśne Turnie i odwrotnie druga opcja w stronę Sławkowskiego Szczytu. Przy dobrej pogodzie i dobrej sprawności do zrobienia w jeden dzień jednak nam się nigdzie nie spieszy ;) Wybraliśmy opcję tylko Nowoleśnych Turni.

   Zapraszamy :)




   W związku z tym, że trasa jaką dzisiaj zaplanowaliśmy nie jest bardzo długa i zmieścimy się w 9 godzinach to zaczynamy dość późno. Po co zrywać się po nocach skoro można spokojnie wyjechać o świcie. Zaczynamy w Starym Smokowcu i po uiszczeniu opłaty parkingowej ruszamy monotonnym szlakiem do Hrebienoka. Dzień według prognoz zapowiada się całkiem dobrze choć w górnych partiach szczególnie powyżej Regli ma być wietrznie. Jesteśmy na to przygotowani i mamy świadomość utrudnień jakie się z tym wiążą.
   Hrebienok szybko przechodzimy i jedynie przed wejściem do Doliny Staroleśnej zatrzymujemy się aby coś przekąsić na szybko. Kolejny przystanek dopiero pod Długim Stawem Staroleśnym.


   Wędrowanie szlakiem niebieskim przez Dolinę Staroleśną jest bardzo przyjemne choć z racji długości podejścia może przyprawiać o znudzenie ;)


   Im wyżej w dolinie tym więcej widać. Na horyzoncie już wyłania się pierwszy z naszych celów tego dnia, czyli Skrajna Nowoleśna Turnia. Z podejścia na górne piętro doliny widać ją praktycznie cały czas i prezentuje się bardzo okazale :)


   Aby nie było nudno to po drugiej stronie też widkoków nie brakuje. Teoretycznie tutaj widać też coś co miało być nasze podczas tego wyjazdu, ale...


   Skrajna Nowoleśna Turnia idealnie na wprost. Z prawej jej pokrewna siostra. Jeszcze kilka metrów i rozbijamy się na drugie śniadanie.


   A oto i wszystkie turnie w komplecie. Najbardziej widoczna oczywiście Skrajna. Prognozy pogody wydają się sprawdzać doskonale bo zapowiadany wiatr nie daje o sobie zapomnieć. Momentami porywy są bardzo nieprzyjemne. Dodatkowo zmienił się kierunek na północny i każdy podmuch to jak dostać lodem w twarz.
   Rozgrzewamy się jednak gorącą herbatką, zjadamy co mamy energetycznego i ruszamy dalej.
   Ze znakowanego szlaku schodzimy w najbardziej dogodnym miejscu po dużych głazach aby przejść strumień.


   Potem zgodnie z WHP robimy niewielkie obejście i szukamy jakiegoś przetarcia albo kopczyków żeby nie kluczyć niepotrzebnie. Teren jest łatwy, więc tutaj nie ma mowy o jakichś problemach. Mimo to lepiej iść choć w części widoczną ścieżką niż deptać niepotrzebnie tatrzańską roślinność ;)


   Kopczyków nie ma albo my ich nie widzieliśmy. Ścieżka momentami się pojawia choć wysoka trawa skutecznie ją przykrywa. W każdym bądź razie intuicyjnie od wejśćia w okolice żlebu można piąć się w górę bez większych problemów.


   Stojąc nad stawkiem i patrząc ze szlaku w górę wydawało się to bardziej banalne. Podejście choć zerówkowe to na pewno strome ;)


   Troszkę się trzeba namęczyć aby podejść na Sławkowską Przełęcz. Stromizna i brak większych zakosów wymusza wchodzenie niemal bezpośrednio pod górę. Niestety wieje coraz mocniej i z każdym metrem wyżej zastanawiamy się co będzie na przełęczy...


   A na przełęczy... głowę urywa ! Wieje potwornie mocno. Trudno utrzymać równowagę. To bardzo źle wróży dzisiejszym planom zdobycia wszystkich trzech turni. Mimo silnego wiatru jesteśmy pod wrażeniem widoków w stronę Doliny Sławkowskiej ! Naprawdę jest tutaj na co popatrzeć.


   Na przełęczy robimy kilka zdjęć i aby nie wychładzać się od tego wiatru ruszamy dalej. Skrajna Nowoleśna Turnia już za kilka minut :)



   Kilka metrów powyżej Sławkowskiej Przełęczy. Tonący w chmurach Sławkowski Szczyt.


   Z tej perspektywy Sławkowski Szczyt wydaje się bardzo wielkim kolosem. Podejście na Skrajną Nowoleśną Turnię jest bardzo łatwe. W kilku miejscach tylko w podszczytowej części trzeba się złapać skały i powspinać.


   Staroleśny Szczyt dumnie królujący w tej części Tatr :)


   Skrajna Nowoleśna Turnia zdobyta ! Przy tym wietrze bezpieczniej jest siedzieć i trzymać się czegoś niż stać i paradować do zdjęcia ;)
   Za mną kolejna turnia, na którą się wybieramy jednak będąc tutaj mamy ogromne wątpliwości czy przy tych warunkach to rozsądne. Pośrednia Nowoleśna Turnia według opisów wyceniana jest jedynkowo. Z tego co widzieliśmy do zrobienia choć ze sporą lufą za plecami ;) Wiatr jednak pozbawia nas poczucia pewności w takim terenie. Idziemy jednak dalej na Ciemną Ławkę i tam zdecydujemy co robić.


   Spektakularne zdjęcie zdobywczyni :)


   Spojrzenie ze Skrajnej Nowoleśnej Turni na naszą drogę podejścia i Długi Staw Staroleśny. W drodze powrotnej będziemy go obchodzić z prawej strony ;)


   Zostawiamy Skrajną Nowoleśną Turnię i schodzimy na Ciemną Ławkę. Skrajna Nowoleśna Turnia ma niejako dwa wierzchołki. Dopiero po przejściu drugiego schodzimy dość stromo na Ciemną Ławkę.


   I tutaj fajna niespodzianka bo mamy do pokonania miejsce, które najprościej jest przejść klasycznie okrakiem, czyli kolejny tatrzański koń ;)


   Zbójnicka Chata z zupełnie nietypowej perspektywy :)


   Pogoda jak widać jest piękna tylko ten cholerny wiatr ! Widoki na Dolinę Staroleśną z Ciemnej Ławki to zdecydowanie odjazd ! Byliśmy już w wielu miejscach w Tatrach i ta perspektywa jest jedną z ciekawszych jaką widzieliśmy :)


   Świstowy Szczyt aż się prosi aby ślad na nim pozostawić :)


   Pamiątkowe zdjęcie na Ciemnej Ławce. Siedzimy tutaj dobre 30 minut i walczymy z myślami co robić dalej. Pogoda genialna, ale wiatr wszystko psuje. Pośrednia Nowoleśna Turnia wymaga więcej uwagi i skupienia. Jest ewidentna lufa. Przy takim wietrze wystarczy moment nieuwagi i mogą być spore problemy. Uczucie, w którym jesteśmy tak blisko, już prawie dotykamy szczytu i musimy podjąć tą ostateczną decyzję jest szalenie niekomfortowe !
   Choć serce przelewa się żalem to rozsądek i zdrowe podejście do własnego życia musi wziąć górę. Na dzisiaj wystarczy zdobywania !


   Przecieramy łezkę żalu i wracamy tą samą drogą.


   Jeszcze tylko pstryk na pamiątkę i odwrót.


   Wracając na Skrajną Nowoleśną Turnię zauważamy dwie postacie. Jak się później okazuje mamy przyjemność poznać dwie sympatyczne Polki :) Zamieniamy oczywiście kilka słów dzieląc się wrażeniami dnia i schodzimy.
   Jak wspomniałem wcześniej podszczytowe fragmenty gdzie trzeba troszkę rąk użyć ;)


   W tym momencie uświadamiamy sobie, że decyzja o wycofaniu się była słuszna. Wiatr zaczął wiać jeszcze mocniej niż to było wcześniej. Schodzimy na lekko zgiętych nogach aby lepiej równowagę utrzymać choć i tak momentami zdmuchuje nas dosłownie !
   Na przełęczy jeszcze żegnamy się z krajankami, rozkręcamy kije i kierunek dolina.


   Zejście okazało się dużo bardziej komfortowe niż wejście. Dużo wyraźniej widać ścieżkę, a nawet jeśli jej nie widać to lawirowanie w takim terenie jest łatwiejsze.


   Nasza dzisiejsza zdobycz powoli zachodzi chmurami... ale mimo niewykonanego w pełni planu i tak się cieszymy niesamowitą przygodą :)


   Jeszcze raz nasz dzisiejszy cel :)


   Zgodnie z planem stawek obchodzimy z prawej strony. Przewodniki jak widać nie kłamią ;) Ładnie kamyczki poukładane, więc przechodzimy suchą stopą. Tutaj też rozkładamy się na moment aby coś zjeść i jeszcze przez moment z dumą popatrzeć gdzie byliśmy. Bez względu na zdobycze, czy to wysokie i trudne, czy niskie i łatwe zawsze jest ten moment podsumowania bezcenny :)

 
    Po dojściu do szlaku idziemy już spokojnie na parking. Przed nami jeszcze ponad 2 godziny porządnego marszu. Ten fragment wyprawy nie zawsze jest przyjemny szczególnie jeśli musimy wrócić tą samą drogą ;)
    Obracając się za siebie co chwilę utwierdzamy się w przekonaniu, że podjęliśmy dobrą decyzję o skróceniu wyprawy. Pogoda się zdecydowanie popsuła. Zaciągnęło ciemnymi chmurami i wiatr zwiększył swoją siłę. Na szczęście im niżej tym jest bardziej komfortowo.
    Kończymy naszą wyprawę w Starym Smokowcu, w miejscu skąd zaczynaliśmy. Był to dzień wielkich wrażeń choć i pewnego żalu. To kolejna wyprawa, która uczy nas czegoś nowego, a w szczególności zdrowego rozsądku i zostawienia ambicji w domu ;)
 
 
 


wtorek, 7 listopada 2017

OSNICA 1363 m n.p.m.



Stefanova - Medziholie - Osnica - Medziholie - Stoh - Połudiowy Gruń - Chata pod Gruniem - Stefanova
 
 
 
   Weekendowa pora znowu nastała i po ostatnich tygodniach nieciekawej pogody w końcu prognozy zapowiadały całkiem udany dzień. Pierwotną opcją miał być Baraniec w Tatrach, ale popołudnie klarowało się w tym rejonie burzowo - deszczowe, więc wybraliśmy alternatywę w Fatrze Krywańskiej. Mała Fatra co widać na naszym blogu jest lubianym przez nas obszarem, a że nie wszystko jeszcze odwiedziliśmy to tym bardziej zdecydowaliśmy się na powrót w te urokliwe pagórki :)
   Celem głównym choć nie najwyższym punktem tego dnia była Osnica. To szczyt dość dobrze widoczny praktycznie z każdej strony jednak bardzo rzadko odwiedzany przez turystów. Główny powód to chyba słaba komunikacja szlakowa i trudno zrobić docelowo jakąś pętlę. Z tego też właśnie powodu będąc u jej podnóża dwukrotnie odkładaliśmy wejście na szczyt na kolejny raz.
   Aby jednak nie było za nudno tego dnia to dokładamy jeszcze Stoha. Na jego szczycie gościliśmy w zeszłym roku jednak przy fatalnej pogodzie gdzie ledwo było widać czubek własnego nosa ;) Dzięki temu będzie to świetna okazja aby połączyć oba wierzchołki w jednej wyprawie i zrobić pętlę.
   Wycieczka tego dnia ma dla nas trochę inny charakter niż do tej pory ponieważ zabieramy ze sobą nową towarzyszkę wyprawową, Martę :) Tym oto sposobem na szlaku będą dwie Marty - zapowiada się ciekawie ;)


   Siadajcie wygodnie i ruszamy :)



   Początek wędrówki to parking w Stefanovej. Na miejscu kilka samochodów, a więc po raz kolejny sprawdza się nasza teza, że Fatra z każdej strony to niewielki ruch turystyczny. Szybko ogarniamy swoje klamoty i ruszamy zielonym szlakiem. Początek dość monotonny choć od pewnego momentu nabieramy dość szybko wysokości. Od czasu do czasu można zerknąć na dolinę ;)


   Podejście na przełęcz Medziholie zajmuje nam nieco ponad 1.5 godziny spokojnego marszu. Na przełęczy wita nas bardzo ładna pogoda i pierwsze widoki z Wielkim Rozsutcem w roli głównej :)


   Na przełęczy kilka chwil postoju i ruszamy dalej w stronę Osnicy. Tutaj szlak jest zdecydowanie mniej wyraźny oby nie powiedzieć, że momentami się gubi :) Lubimy takie tereny gdzie ludzie zaglądają bardzo rzadko.


   Podejście pod Osnice jest z początku dość konkretne, ale po wejściu na grzbiet zaczyna się wręcz bajkowy klimat ! Teren dziki i nieskalany przez ludzi. W koło nikogo poza nami :)


   Osnica zdobyta ! Tutaj naprawdę warto przyjść mimo, że z przełęczy ten szczyt nie wydaje się atrakcyjny.


   Osnica to świetne miejsce na oderwanie się od zgiełku i paradoksalnie nawet od tego górskiego. Spędzamy tutaj godzinę momentami nie zamieniając ani słowa.


   Malutka panorama z Osnicy. Po lewej Stoh, na którym będziemy za niecałe 1.5 godziny ;)


   Jeszcze tylko ostatnie pamiątkowe pstryki i ruszamy w dalszą drogę.




   Takie wspominkowe trochę, z Wielkim Rozsutcem :)


   Osnica... to ten kawalontek, który wystaje z prawej strony.


   I pierwsze zdjęcia pamiątkowe w damskim duecie tego dnia. Dwie Panie M. na szlaku :)


   Zejście z Osnicy w tym fragmencie to jedno z piękniejszych spojrzeń na Wielkiego Rozsutca jakie chyba można znaleźć w całej Fatrze !



   Na przełęczy w ogóle się nie zatrzymujemy i ciśniemy od razu na Stoha. Podejście jest dość porządne, więc spinamy się w sobie i w górę. Kiedy osiągamy granicę lasu wyłania się grzbiet Osnicy wraz z wierzchołkiem. Czyż ten pagórek nie wygląda oryginalnie :) ?



   Zanim meldujemy się na Stohu po drodze jeszcze zatrzymujemy się na jagodowy wypas :) Chyba nigdzie nie widzieliśmy tylu jagód co tutaj. Dosłownie są wszędzie :)


   Stohowy relaks ! Choć pogoda nieco się pogorszyła, zaczęło wiać mocniej to i tak nastroje mamy bardzo dobre :) Ponownie godzina posiadówki i miłe rozmowy o górach :)


   Nic jednak nie trwa wiecznie. Ubieramy się i czas na Południowego Grunia.


   Droga na Południowego Grunia od Stoha przebiega bardzo widokowym grzbietem. Wędrówka tym szlakiem może się podobać :)



   Jak widać Stoh od tej strony to spory kawał górki ;)


   Choć wędrowanie po Fatrze zawsze dostarcza nam pięknych wspomnień to tym razem musimy zauważyć, że wyjątkowo te wrażenia próbowały zakłócić mrówki w okresie godowym :) Dla naszego nieszczęścia trafiliśmy na dzień kiedy miały szczytowy moment i dosłownie zagryzały nas z każdej strony ! Przedzieranie się przez mgłę latających owadów absolutnie nie należy do przyjemności ;)

 
   Na Południowym Gruniu spędzamy ledwo kilka minut aby zjeść coś na szybko i bardzo stromym stokiem idziemy na szeroką polanę gdzie znajduje się Chata na Gruni. Tutaj klimat trochę festynowy, sporo dzieciaków i ludzi lubiących alkohole niskoprocentowe ;) Uciekamy stąd jak najprędzej i niebieskim szlakiem od razu schodzimy do Stefanovej.
   Na parkingu umęczeni upałem i pogryzieni przez latające mrówki meldujemy się szczęśliwi i uśmiechnięci :)
  
   Krywańska Fatra po raz kolejny ugościła nas dobrą pogodą, pięknymi widokami i ciszą, której w górach jest ostatnio coraz mniej. Osnica to zdecydowanie jeden z piękniejszych punktów w całym paśmie. Absolutnie polecamy :)